sobota, 17 czerwca 2017

Niedzielna Ofiara z Jezusa

W dzisiejszym wpisie zajmę się na temat Niedzielnej Ofiary z  Jezusa
a mianowicie, co niedziele dochodzi do transubstancjacji czy jakoś tak
czyli opłatek - hostia - po przeistoczeniu , przeinacza się w ciało Jezusa, a wino w krew.
W tą krew,  którą nam wiernym Kosciołowi Katolickiemu nie pozwala się pić.
Sprawdzałem na internecie powody dlaczego zabronili  ludziom  napić się tej drogocennej krwi
podczas Mszy Św.
No i doszukałem się  dosyć sensownego argumentu, bo miedzy innymi dlatego, że ludzie bardzo obawiali się tego, że  kropla krwi, po przeistoczeniu, spłynie po kubeczku, i kapnie na ziemie.
Argument bardzo mocny, gdyż w tamtym okresie, kilka wieków wstecz,
rzeczywiscie patrząc generalnie na tamten okres i na religijność mocno zakultywowaną w społeczeństwie, ludzie rzeczywiscie  mogli się tym przejmować. W sumie jak ja sam był pił, to chyba sam bym się bardzo denerwował czy ani jedna kropla nie spłynie gdzies po kielichu czy coś. Czy ani jedna kropla wina po konsekracji, nie zmarnuje się. No bo skoro żywy Chrystus pod postacią wina, w kilku kroplach miałby skapnąć na podłoge,  lub po kubku, to rzeczywiscie mogło powodować niepokój, wśród ludzi którzy w tamtym czasie przyjmowali Eucharystie pod dwoma postaciami.

Ale mimo to, w moim odczuciu ten argument nie jest na tyle mocny  aby zakazywać spożywać wiernymi Wina przeistoczonego w krew, i co nie zmienia faktu że nie miałbym nic przeciwko aby co niedziele je spożywać.

Ale wracając do Ofiary z Jezusa Chrystusa, która się dokonuje podczas Mszy Św.
Wiele osób, którzy nie wierzą w ten cud który się dokonuje podczas  każdej Mszy Św , używają argumentu z Pisma Świętego który brzmi mniej więcej w ten sposób
Chrystus złożył Ofiarę - raz na zawsze -  czy coś ten deseń, taki podają argument.
W tym miejscu myśle że warto przypomnieć że Ofiara która dokonuje się na Ołtarzu czyli bezkrwawa,  ale makabryczna
bo Przeistoczone Ciało  JEzusa W Hosti jest łamane, następnie polewane przeistoczonym Winem w Krwią nie jest na przebłaganie grzechów,  ani na ich odpuszczenie.
Mało tego z Listu do Koryntian
"Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. (28) Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. (29) Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. (30) Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło."
A więc doskonale jest tutaj ujęte, że spożywanie Hostii na Odpuszczenie Grzechów jest Świętokradztwem, dlatego w Kościele Katolickim, jest spowiedź. Dopiero spożyć można Eucharystie, jeżeli spełni się wymogi Kościoła czyli Spowiedź i dopiero po odpuszczeniu grzechów w Konfesjonalne można przyjąć Ciało Chrystusa. A  i dodatkowo przed tym momentem przyjęciem Ciała Chrystusa, jest jeszcze spowiedź powszechna, która odpuszcza lekkie grzechy, tzn no takie tam jakieś drobne przewinienia względem Boga bliźnich i tym podobne.

 A wiec Jezus na Krzyżu złozył Raz  Krwawą Ofiarę na Przebłaganie Grzechów, natomiast podczas Niedzielnej Mszy Św, dokonuje się Ofiara bez krwawa, ale nie na przebłaganie grzechów. Tylko na pamiątkę krwawej ofiary. Zgodnie z nakazem spożywania Jego Ciała i Krwi i czynienia Tego na Jego Pamiątke.




wtorek, 13 czerwca 2017

"o ojcu świętym"

O ile określenie papież umożliwia mi, nie nazywanie papieża "ojcem świętym",  zgodnie ze słowami zawartymi w Ewangelii  "Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie" Mt 23.
To jeżeli chodzi o zakonników, to nie mam pojęcia jak się do nich zwracać.
Gdyż określenie "ojciec" używane jest w stosunku do zakonników przez ludzi.
Dla Katolika, który czyta Pismo Święte, to może być dziwne rozmowa
z  zakonnikiem z próbą omijania zwrotu proszę "ojca"

Ja bynajmniej nie znam formy zastępczej tego rzeczownika.
Jeszcze jakbym wiedział do jakiego zakonu należy ten zakonnik np: do zakonu dominikańskiego,
to jeszcze wyratuje mnie określenie  typu proszę dominikanina. Natomiast co mam zrobić jeżeli spotykam osobę w habicie, i nie wiem jak grzecznościowo się do niej zwrócić? proszę zakonnika?
taki zwrot wydaje mi się trochę dziwny.

To jak inaczej mógłbym się zwracać w formie grzecznościowej do osób? które wymuszają abym nie stosował się do słów zawartych  w Ewangelii według św. Mateusza??

Jak mogę się inaczej zwracać? może na Pan? ale to tym bardziej dziwne, skoro ta osoba
jest zakonnikiem? a może ksiądz? ale skąd mam wiedzieć że dany zakonnik odprawia Msze Św?
i sprawuję funkcje kapłańskie?

Nie tylko ja mam z tym problem, wystarczy wejść na forum internetowe katolickie i na powtarzany wielokrotnie ten wątek i poczytać różne tłumaczenia zakonników mówiących że można tak mówić.
I wielce zachęcających do tego.  Odnoszę wrażenie że te wszystkie  argumenty są po prostu słabe.
Bo jak wytłumaczyć mają, nie stosowanie się do tego co jest napisane w Piśmie Świętym?
skoro oni sami, miedzy sobą tak siebie nazywają "ojcami" innych lub o zgrozo ojcami duchownymi"

Takie osoby, bardzo często  mówiąc o Bogu używając zwrotu Ojciec niebieski
No bo przecież forma "ojciec święty" zarezerwowana jest dla papieża.
O zgrozo!  Papież ma większy przywilej niż Bóg jeżeli chodzi o nazewnictwo?

Ogólnie jak słyszę formę ojciec święty od osób które w ten sposób nazywają papieża to w danym momencie tworzą się we mnie negatywne odczucia, irytacji, frustracji. I mało tego, odnoszę wrażenie że osoby które używają takiego zwrotu. Same od siebie tak mówią, nie dlatego ze ktoś im tak nakazał.

Czyż naturalną reakcja osoby nawet nie wierzącej? nie powinno być no sorry ale ty nie jesteś moim ojcem? to dlaczego mam się do Ciebie zwracać w formie jak do Ojca? ale jak można spodziewać się takiej reakcji skoro takie nazywanie papieża się przyjęło w społeczności katolickiej?


sobota, 10 czerwca 2017

Króciutki wpis

W dzisiejszym wpisie podzielę się moim krótkim komentarzem na temat słów zawartych Ewangelii według św Łukasza
 "Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14,26).

Mój komentarz:

 Jeśli ktoś nienawidzi swoich rodziców, siebie itd może być uczniem Chrystusa.
Przy czym nie należy tych słów traktować jako powinność, te słowa dotyczą stanu określonej osoby
która już ma w nienawiści swoich rodziców, braci itd.



No i tyle w tym króciutkim wpisie na ten temat.

sobota, 27 maja 2017

O dzieciach Bożych

W dzisiejszym rozważaniu podzielę się moim spostrzeżeniem i moim zdaniem na temat dzieci Bożych. A mianowicie, mnóstwo razy można usłyszeć taki tekst, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga.

 Ja nie zgadzam się z tym, i uważam że jest to kłamstwo. W tym wpisie postanowiłem skonfrontować się z tym, jak dla mnie fałszywym tekstem.
Ten tekst, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga,powoduje u mnie, takie odczucie że mam ochotę rzygać tęczą na kilometr. Takie rozumowanie - bycie dzieckiem Bożym - przez wszystkich
- moim zdaniem  daje poczucie fałszywej przynależności do Boga.
Zresztą czemu mam się dziwić temu?
bo przecież taki, znany tekst, może powodować te "iluzjonistyczne poczucie przynależności do Boga" ale jaka jest prawda?
Postaram się moje rozważanie skonfrontować z Pismem Świętym.

"Na świecie było [Słowo],a świat stał się przez Nie,lecz świat Go nie poznał, Przyszło do swojej własności,a swoi Go nie przyjęli.Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego"(J 1)

Myśle że warto zadać sobie pytanie, czy wszyscy wierzą Jezusa? albo inaczej czy wszyscy uwierzyli w Jezusa? a więc twierdzenie że Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, jest fałszywe i moim zdaniem nie pokrywa się z rzeczywistością... bo jak Wszyscy są dziećmi Bożymi?, skoro tak naprawdę -nie wszyscy wierzą lub uwierzyli w Jezusa Chrystusa.

Ludzie Wierzą w Piekło, Wierzą w Niebo, Nawet w Czyściec - i wciąż powtarzają że Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. a co z Wiarą w Jezusa? Czy rzeczywiście Wiara w Niebo, Piekło, nawet w Czyściec daje prawo nazywać siebie dzieckiem Bożym?

Ja Mocno wierzę w to że tylko wiara w Jezusa, pozwala stać się dzieckiem Bożym  i to wiara w Jezusa daje prawo nazywania się dzieckiem Bożym.

Natomiast odnoszę wrażenie że dużo osób którzy powtarzają ten slogan "wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi" to wiele z tych osób po prostu nie wierzą w Jezusa.
Wierzą w jakieś swoje przekonania, różne teorie dotyczące Boga, ale pomijają wiarę w Jezusa Chrystusa. Dużo ludzi przyjmuję do wiadomości że Mesjaszem był Jezus i Zmartwychwstał i na tym się kończy. Ani nie zagłębiają się bardziej w temat Jezusa Chrystusa, ani nawet nie mają ochoty czytać Pisma Świętego i Nauk w Nim Zawartych i nawet nie chcą się stosować do Nich.

W moim odczuciu taka wiara jest albo po prostu powierzchowna albo po prostu praktykują Swoją Własną Religie, ale bez "Wiary" lub nazwałbym to praktykowaniem swoich przekonań ale bez wiary w Jezusa. Bo jak można wierzenie w Boga wśród społeczności Chrześcijańskich  nazywać Wiarą w Boga? skoro notorycznie pomijany jest Jezus?

Zamiast wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi,  te zdanie powinno brzmieć mniej więcej "Wszyscy My, co Wierzymy w Jezusa Chrystusa, jesteśmy dziećmi Bożymi" wtedy myślę że większy aspekt i nacisk byłby na Jezusa, i może ludzie bardziej skupiali się na Jezusie niż na tym "pustym" sloganie byciem dzieckiem Bożym, bez wiary w Jezusa.

Jest mnóstwo wymyślonych teorii, i jakiś idei, wprowadzających błąd przy czyniących się do omijania tej kwintesencji wiary "tylko Jezus"
Bo nie oszukujmy się wiele ludzi próbują oddawać cześć Bogu Ojcu na różne sposoby, przez rożne sposoby - omijające Jezusa Chrystusa, bo tak trudno jest im przyjąć do wiadomości że przez oddawanie czci Synowi-Jezusowi Chrystusowi, oddają cześć Bogu. A reszta to bałwochwalstwo. Czyż nie mam racji?
"Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył(J 1, 18)

niedziela, 14 maja 2017

O wypiciu Kielicha.

Ewangelia według św. Marka (Mt 32-41)
A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: «Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił». 33 Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. 34 I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!» 35 I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina. 36 I mówił: «Abba11, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!» 
37 Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? 38 Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». 39 Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa. 40 Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć. 
41 Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: «Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. 42 Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca». 

Spotkałem się z takim tłumaczeniem, niektórych ludzi, że Jezus bał się śmierci i bał się wypić kielich.|
„36 I mówił: «Abba11, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!» 
Mało tego niektórzy mówią że tak się bał  tej godziny, i tego co go czeka że aż ze skroni kapał mu krwawy pot, i że strach spowodował najwyższy stopień stresu.
3 Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i pokrzepiał Go. 44 Pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. (Łk, 22, 39-46)

Nie chcę denerwować się i nie będę pisał co myślę o tych osobach którzy tak twierdzą.
Badacze Pisma Świętego, a być może zapomniały te osoby co powoduję strach.
Brak wiedzy życiowej? a więc co powoduję strach?
- Lęk przed nieznanym powoduję strach.
To jak  to możliwe że Jezus mógł się bać tego co na Niego czekało, skoro wiedział co z Nimi zrobią?
I jak to będzie wyglądać. To nie ma sensu.

Czytając Pismo Święte  kiedyś doczytałem fragment w którym było napisane że tchórze
nie wejdą do Królestwa Niebieskiego, coś w ten deseń,
A więc pytam tych badaczy Pisma Świętego i inne osoby czy Jezus był tchórzem?
A może kiedy wypił ten kielich Jezus przestał być tchórzem?
JEZUS TCHÓRZEM NIE BYŁ NIE JEST I NIGDY NIE BYŁ!!!

Uważam że mówienie że Jezus bał się śmierci jest strasznym bluźnierstwem przeciwko Jezusowi.
I kpieniem sobie z Nauki Jezusa, no bo skoro w Ewangelii jest napisane, że doskonała miłość usuwa lęk, to jak Jezus doskonały w miłości, mógł czuć strach przed tym co go czeka, „pijąc kielich” i oddając swoje życie z miłości? I biorąc winę ludzi na siebie? Więc jak w ogóle niektórzy badacze pisma mogą gadać takie bzdury, o tym że Jezus bał się wypić ten kielich? Brak mi słów.  Dużo ludzi naucza w ten sposób. Najwidoczniej nie znają Jezusa, i dlatego robią z Niego tchórza. Być może, brakuje im lęku przed Jezusem, dlatego z Jezusa robią tchórza? Podświadomie naśmiewając się z Niego? Wmawiając innym ludziom, że Jezus bał się śmierci, że był "tchórzem"
Ja natomiast mam swoją własną tezę co mogło spowodować „tą niechęć” do wypicia tego kielicha, lub to że Jezus prosił Swojego Ojca o oddalenie tego kielicha. Według mnie, ten stan, takiej modlitwy intensywnej aż do krwi, lecących z czoła Jezusa mogło spowodować to że oddał wolę –  Bogu Ojcu. Że to czy ma wypić ten kielich, zależy od Ojca. No bo nie oszukujmy się, skoro Jezus mówił że nie ma większej miłości, gdy ktoś oddaje życie za przyjaciół swoich , to z tego, wynika że Jezus chciał oddać Życie za Swoich Przyjaciół, za Okup dla Wielu, i za wszystkich ludzi. Więc podejrzewam, że ta intensywna modlitwa aż do kropli krwi dotyczyła wyzbycia się tej chęci, aby stało się nie wedle woli Jezusa, a Boga Ojca. Żeby Bóg Ojciec sam podjął decyzje czy Jezus ma wypić ten kielich, a nie na zasadzie że Jezus podjął tą decyzje, lub aby Bóg Ojciec pozwolił mu wypić ten kielich. No bo skoro decyzja ostateczna miała zależeć od Boga Ojca, to może dlatego Jezus zachęcał Swojego Ojca do odsunięcia od Niego tego Kielicha? No bo moim zdaniem, gdyby Jezus powiedział daj mi ten kielich wypić to byłaby wola Jezusa a mówił zabierz ode mnie ten kielich. A skoro Bóg Ojciec nie zabrał kielicha, to zrobił po Swojemu, a nie wedle słów Jezusa Chrystusa.
Myślę że moja teza ma więcej sensu, niż idiotyczne wywody ludzi o strachu  Syna Bożego.
No i tyle w tym wpisie, i w tym moim rozważaniu.

czwartek, 4 maja 2017

O sercu

Myślę ze bardzo ważne jest wiedzieć, że istnieje coś takiego jak
fałszywe poczucie winy. Nie wiem skąd one się bierze,
ale pod wpływem fałszywego poczucia winy,
człowiek może posunąć się do takich granic absurdu, nie wyobrażalnych
że pod wpływem tego co mu dyktuje serce może zniszczyć sobie lub innym życie.

Myślę że ten problem może dotyczyć każdego człowieka -
takiego którego serce nastawione jest wkierunku właściwym, pragnie odnaleźć Boga
lub takiego, które serce odnalazło już właściwe miejsce na przykład - moje
przy Zbawicielu Jezusie Chrystusie
lub także może dotyczyć  osób które odrzuciły Wiarę w Jezusa Chrystusa.

Nie trzeba być Chrześcijaninem aby to wiedzieć, że serce to straszny manipulant.

Zresztą o sercu, można napisać  tysiące poematów, ale chyba większość ludzi będzie zgodna
że serce jest to największy oszust w naszym życiu,
Tak, te serce które oskarża nas samych, sprawia fałszywe poczucie winy.
Komplikuję nam wszystko, manipuluje nami samymi, daje nam fałszywe poczucie chęci do życia lub je zabiera, straszny manipulant. Serce to taki oszust, który sprzeciwia się rozumowi.

Bo rzeczywistość jest inna, gdyź
najczęściej to nie my jesteśmy  sprawcami
jakiś sytuacji
które pojawiają sie w naszym życiu
lub innych osób a potem nie potrzebnie obwiniamy siebie
tylko ofiarami naszego serca.
Serca - Oszusta
które obwinia nas,
za innych.

Jak sobie poradzić z takim czymś ?
I nie ulegać fałszym przekłamaniom
rzeczywistości?
przekłamanej rzeczywistości opartej
na fałszywym osądzie naszego serca?

to jest bardzo łatwe, jest jeden werset w Piśmie Świętym
który pomaga ukoić nasze serce i zamknąć się sercu
kiedy próbuje nas oszukiwać.

"A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko"

wtorek, 18 kwietnia 2017

O Judaszu - Zdrajcy

W tym moim dzisiejszym rozważaniu napiszę o tym że Jezus nie wybaczył Judaszowi - zdrady.


Oczywiście domyślam się że większość osób, po tym co napisałem powyżej
zadałaby takie pytanie:
Dlaczego jesteś taki pyszny? i uważasz że Jezus nie przebaczył Judaszowi?

Natomiast wtedy ja mógłbym zadać pytanie tym osobom, które zadałyby mi te pytanie i moje pytanie brzmiałoby tak

A Ty dlaczego jesteś taki pyszny? i uważasz że Jezus wybaczył Judaszowi?
Skąd to możesz wiedzieć? że mu wybaczył?

To był tylko przykład.  Dużo osób chętnych do oceniania innych. Tylko szkoda że takich chętnych do oceniania innych, a sami siebie nie potrafią ocenić...

Czy mu wybaczył, czy mu nie wybaczył, mam ochotę takie rozważanie wrzucić do toalety i spuścić wodę.

A tak po za tym, czy próba usprawiedliwiania i rozgrzeszania Judasza nie jest w pewnym sensie próbą - zdrady wobec Jezusa?

Czy zdrajca, który wydał Krew Niewinną jest w Niebie?
Czy jesteś idiotą?


Myślę że na pomoc przychodzi Pismo Święte. I jeden werset. I to co Jezus powiedział do Piłata
"Jezus odpowiedział: «Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie». 12 Odtąd Piłat usiłował Go uwolnić". J19

Skoro jest tam napisane, "większy grzech ma ten, który Mnie wydał Tobie" to skąd teza że Jezus
wybaczył Judaszowi??


Mało tego,  nie którzy głupcy! jeszcze wymyślają tezy że to Jezus kazał Judaszowi go wydać.
Jak czytam takie teksty, to normalnie brak mi komentarza na taką głupotę.
Wkurza mnie takie, mącenie ludziom w głowach,  jak dla mnie sprawa jest prosta.
W wolnym wyborze Judasz wydał Jezusa, a kiedy się opamiętał było już za późno.

I czy przypadkiem nie może być tak? - że być może będzie analogicznie z  osobami które odrzuciły Jezusa opamiętają się w po tym jak usłyszą wyrok. Skazujący na Piekło. I będzie też za późno.


"Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: "Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną". Lecz oni odparli: "Co nas to obchodzi? To twoja sprawa". Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się"